Mięso – jeść czy nie jeść, czyli problem krowiego beknięcia

0
482

Hodowla zwierząt jest jednym z poważniejszych źródeł emisji gazów cieplarnianych (wraz z rolnictwem i leśnictwem stanowi około 19% całkowitej ich wartości). Choć w kontekście środowiska naturalnego może wydać się zaskakującą informacja o szkodliwym wpływie zwykłej krowy, to jednak miliard sztuk, bo tyle mniej więcej liczy obecnie światowa populacja bydła, doprawdy potrafi “zatruć atmosferę”. Zwierzęce odchody, beknięcia i (proszę wybaczyć) pierdnięcia to poważne czynniki wpływające na wzrost zawartości gazów cieplarnianych w atmosferze i tym samym ocieplenie klimatu. Chodzi tu zwłaszcza o metan, którego wielkość “wyprodukowaną” przez zwierzęta hodowlane szacuje się na poziomie 4% globalnej emisji gazów cieplarnianych (około 89 mln. ton rocznie), co stanowi 35-40% całkowitej antropogenicznej emisji metanu. Metan posiada dużo większy potencjał w tworzeniu efektu cieplarnianego od dwutlenku węgla, a “krowia emisja” odpowiada za wpływ porównywany z ponad dwoma miliardami ton CO2. Jeśli nadal chcemy jeść mięso musimy trzymać kciuki za opracowanie takich metod jego produkcji, które zredukują emisyjność tej gałęzi gospodarki. Rozwiązania takie rozważane są oczywiście w kontekście zeroemisyjnej ścieżki gospodarczego rozwoju i powstrzymania globalnego ocieplenia.

Krowy jedzą, bekają i puszczają bąki

W procesie trawiennym bakterie żyjące wewnątrz krowiego ustroju rozkładają pokarm i fermentują celulozę zawartą w spożywanych przez zwierzę roślinach. W efekcie tych procesów uwolniony zostaje metan, który wydostaje się na zewnątrz głównie w akcie beknięcia, ale także jest składnikiem krowich gazów. Jedna krowa w ciągu doby potrafi wydalić 250-400 litrów metanu, co stanowi 30-40% jej wszystkich gazów ustrojowych. 

Emisja metanu jest charakterystyczną cechą przeżuwaczy (bydło, kozy, owce, wielbłądy), problem odchodów dotyczy już jednak wszystkich zwierząt hodowlanych. Rozkładająca się kupa jest przyczyną całkiem sporej emisji gazów cieplarnianych (m.in. podtlenku azotu i metanu) – wraz z efektami fermentacji jelitowej i procesem wylesiania stanowi przeważającą większość gazów pochodzących z sektora produkcji rolniczej i leśnictwa. Rozkład gnojowicy, płynnej mieszaniny zwierzęcych odchodów wykorzystywanej do nawożenia pól, odpowiedzialny jest za emisję 18 milionów ton metanu w ciągu roku.

Choć szacunki dotyczące wartości emisji metanu realizowanej przez zwierzęta hodowlane mogą się różnić, to jednak wyników tych nie można bagatelizować podczas analizy aktywności tego gazu w kontekście klimatycznym. Pamiętajmy, iż metan ma 25-krotnie większy wpływ na ocieplenie w przeliczeniu na cząsteczkę niż dwutlenek węgla. Cóż zatem można zrobić w ramach ograniczania emisji gazów cieplarnianych związanych z hodowlą bydła? Nie trzeba filozofować w materialistycznym duchu feuerbachowskiego „Der Mensch ist, was er isst”, aby pytanie nasunęło się samo…

Czym karmić krowę?

Z problemem krowich gazów próbowano radzić sobie za pomocą odpowiednich szczepionek redukujących metanogenne bakterie, a także stosownej diety w naturalny sposób redukującej emisję metanu. Ogromnych sukcesów, jak można się domyślić, na tym polu nie osiągnięto. Pojawił się co prawda 3-nitrooksypropanol, związek redukujący wydzielanie gazu o 30%, który jednak okazał się dość kłopotliwy w aplikacji przy stosowanych obecnie technikach wypasu. 

Naukowcy nie przestają jednak poszukiwań rónych środków wzbogacających krowią dietę, dodatków paszowych, które przyhamowują aktywność organizmów znajdujących się w żołądku (żwaczu) bez negatywnego wpływu na procesy trawienne, a wręcz z korzyścią zarówno dla krowy, hodowców, jak i środowiska. Mniej beknięć to mniej wydatkowanej energii, a zatem mniejsze zużycie podawanej paszy w przeliczeniu na litr mleka (emisje metanu w akcie krowiego beknięcia stanowią około 10% strat energii brutto). Spore nadzieje pokładane są w wodorostach – uzyskiwano tutaj nawet 80% redukcję wydzielania metanu. Trwają również badania nad wyeliminowaniem ryzyka ewentualnej szkodliwości związków odpowiedzialnych za zmniejszenie ilości metanogennych mikroorganizmów. Należy wspomnieć także o tłuszczach i olejach, które wykazują spory potencjał przy zastosowaniu w gospodarstwach hodowlanych, dając redukcję emisji metanu na poziomie 15-20%. Trwają także badania w obszarze podawania krowom azotanów optymalizujących fermentację w żwaczu i zastępujących wytwarzanie metanu produkcją amoniaku. Inną drogą jest stosowanie dodatków dietetycznych w przypadku wypasu krów mlecznych. Takie faszerowanie krowy różnymi specyfikami może jednak budzić pewne obawy. Zwłaszcza ortodoksyjnych miłośników tzw. “zdrowego burgera” (i nie jest to oksymoron). Tym bardziej, iż badania wykazały korelację stopnia wydzielania metanu z miejscem zamieszkania danej krowy. 

Pochodzenie ma znaczenie

Otóż okazuje się, iż krowy z Ameryki Północnej emitują jedynie około 20% ilości metanu wydzielanego przez ich południowoamerykańskie kuzynki. Bydło afrykańskie wydziela go najwięcej. Można założyć, iż ma to związek z rasą danej krowy oraz gatunkiem spożywanej paszy (choć być może też dodatków). Szlachetniejsze rasy przetwarzają pokarm w mięso albo mleko w bardziej efektywny sposób, produkując przy tym mniej metanu. Być może więc odpowiednie “uszlachetnienie” (krzyżowanie) bydła wraz z podniesieniem jakości praktyk hodowlanych zaowocuje korzyściami w postaci redukcji metanu, a także wyższą opłacalnością hodowli, przysparzając dodatkowych profitów uboższym producentom wołowiny. 

W przypadku odchodów sprawa wygląda podobnie. Kupa oczywiście pozostaje kupą, jednak metody zagospodarowania odchodów przez producentów z krajów uboższych w dużo mniejszym stopniu wpływają na ograniczanie stopnia emisyjności w obszarze gazów cieplarnianych. Spadek kosztów wdrożenia systemów i upowszechnienie bardziej zaawansowanych technik asenizacji odchodów wśród mniej zamożnych hodowców będą miały wpływ na redukcję globalnej emisji gazów cieplarnianych. 

Oczywiście osiągnięcie zerowej emisji metanu oraz innych gazów cieplarnianych w realiach przedstawionych powyżej wydaje się praktycznie niemożliwe. Dla niektórych ekspertów jedynie absolutne zaprzestanie przemysłowego chowu zwierząt może przynieść rozwiązanie problemu. Mięso jest jednak zbyt głęboko osadzone w kulturze, aby można je było tak po prostu wyeliminować z ludzkiego jadłospisu. Bezsilne są tu nawet organizację wskazujące  na cierpienie zwierząt poddanych przemysłowej hodowli. Kwestie etyczne nie znajdują tu zastosowania. Jak się okazuje nie istnieje imperatyw wegetarianizmu – jeść albo nie jeść mięsa jest efektem osobistych preferencji. Z pomocą może przyjść kompromis w postaci kotleta zastępczego, albo hodowlanego mięsa…

Hodowlany kotlet

“Mięso roślinne” kojarzyć się może z “wyrobem czekoladopodobny”. Wyroby roślinne przetworzone w odpowiedni sposób mają w tym przypadku imitować smak mięsa. W przypadku czekolady taka podróba od razu podlegała dyskwalifikacji. W przypadku mięsa wielu kulinarnych ekspertów potwierdza jednak ich wysoki walor smakowy (od epoki czekoladopodobnej technologie z pewnością uległy rozwinięciu). Oczywiście taki kotlet jest na razie droższy od tradycyjnego wołowego burgera, jednak przy odpowiednim popycie i masowej produkcji ceny byłyby z pewnością niższe. Ów wzrost popytu w dużej mierze musiałby wynikać jednak nie tyle z niebywałych walorów smakowych, ile wiązać się z odpowiednią świadomością zachodzących zmian klimatycznych, pociągających za sobą konieczność zmiany stylu życia.

Innym rozwiązaniem jest “sztuczny” kotlet (choć termin “sztuczny” nie jest tu fortunny bowiem mięso byłoby tu mięsem, tylko nie wymagałoby “wykorzystania” krowy). To mięso wyhodowane w laboratorium – posiada jednak takie same włókna, tłuszcz i inne atrybuty mięsa zwierzęcego, a nie będąc skażone różnymi szkodliwymi dodatkami określane bywa najczęściej jako “czyste”. Hodowla rozpoczyna się od kilku komórek macierzystych pobranych od zwykłego żywego zwierzęcia, rozpoczyna się proces namnażania, a następnie formowania tkanki. Emisja gazów cieplarnianych jest tu praktycznie zerowa (jeśli nie liczyć energii potrzebnej do zasilania procesów). Mankamentem jest niestety póki co wysoka cena oraz regulacje rynku. Przepisy w niektórych stanach USA starają się zabronić w przypadku tego rodzaju wyrobów używania nazwy “mięso”. Konsumenci muszą rozumieć z czym mają do czynienia, ich wybór musi być świadomy. Rola edukacyjna w kwestii uwolnienia od uprzedzeń także jest niebagatelna. Należy liczyć się z potężną debatą publiczną, która będzie musiała odbyć się w przypadku ewentualnego rozwoju tego sektora gospodarki. I na koniec jeszcze jeden sposób na ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. 

Kupuj, zjadaj, nie marnuj

Starajmy się nie marnować produktów spożywczych. Sterujmy naszą konsumpcją w sposób rozważny i rozsądny, tak, aby zwierzęta nie były zabijane na próżno. Należy zdawać sobie sprawę również z tego, że wyrzucone jedzenie psuje się, dokładając swoją cegiełkę do globalnej puli emisyjnej metanu. Z pomocą może przyjść technologia – np. inteligentne lodówki raportujące stopień marnotrawstwa, straty finansowe i koszt w postaci śladu węglowego, albo jadalne osłony spożywcze przedłużające trwałość produktów żywnościowych, nad którymi trwają właśnie prace.

Ma to sens?

Czy działania mające na celu wyeliminowanie emisji gazów cieplarnianych związanych z hodowlą bydła mają rzeczywiście aż takie znaczenie w kontekście wszystkich emitowanych zanieczyszczeń? Michael Shellenberger w książce Apokalipsy nie będzie1 przytacza pewne szacunki. Otóż gdyby do 2050 roku udało się wyeliminować całkowicie produkcję zwierzęcą i ponownie zalesić tereny wykorzystywane wcześniej pod hodowlę i uprawy przeznaczone na produkcję paszy, globalna emisja spadłaby najwyżej o jakieś 10%. Dużo czy mało? Skomplikujmy jeszcze nieco sprawę i wspomnijmy o tym co ekonomia nazywa “efektem odbicia”. Otóż dieta roślinna jest tańsza, więc zaoszczędzone na produktach mięsnych środki można byłoby przeznaczyć na inne dobra konsumpcyjne. Ich produkcja generowałaby jednak zużycie energii oraz dodatkową emisję gazów cieplarnianych, co koniec końców według szacunków doprowadziłoby do maksymalnie 2-procentowej oszczędności w obszarze emisji. Widać iż wszystkiemu winna jest energia, do produkcji której wykorzystywane są paliwa kopalne, i to właśnie zużycie energii napędza emisję gazów w stopniu najbardziej istotnym. Czy to oznacza, że wszelkie starania w obszarze emisji gazów cieplarnianych podczas produkcji mięsa są bezzasadne? Nie. Wydaje się tylko, że zmiany muszą zachodzić we wszystkich obszarach gospodarki w sposób równoległy. Każdy sektor będzie musiał wnieść swój wkład na drodze ku gospodarce zeroemisyjnej. Jednak optymalne pod kątem emisji gazów metody hodowli nie muszą wcale okazać się wystarczające. Zmiana nawyków żywieniowych może okazać się niezbędna – wołowinę zastąpić mniej szkodliwym dla środowiska drobiem, przekonać się do roślinnych substytutów, zaakceptować mięso hodowlane, i przede wszystkim nie marnować jedzenia. Oto nasze wytyczne.

1 Michael Shellenberger, Apokalipsy nie będzie! Dlaczego klimatyczny alarmizm szkodzi nam wszystkim. Wydawnictwo CIS, Stare Groszki 2021.