Literatura u podstaw ekologii – kilka książek o relacjach ze środowiskiem

0
370

W roku 1958 Włóczędzy Dharmy Jacka Kerouaca kwestionują konformizm zamożnego społeczeństwa, Milczący świat Jacques’a Cousteau zachwyca kolorytem i majestatem ukazanej przyrody, fani Johna Denvera spijają słowa pieśni opiewających piękno dzikich zakątków natury. Naturalne, nieskażone ludzką działalnością tereny zaczynają przyciągać uduchowionych mistyków wędrujących z plecakami i garścią niezbędnych drobiazgów. Poważanie i atencja dla przyrody powoli kwitną w duszy zachodniego świata. Prawdy i sensu coraz częściej doszukuje się on poza granicami technologii i nowoczesności. Postulaty ochrony przyrody zaczynają przebijać się w dyskusjach publicznych. Debaty przechodzą w czyny – w 1956 roku z inicjatywy organizacji działających na rzecz środowiska udaremniona zostaje budowa tamy na rzece Kolorado. W roku 1962 pojawia się Milcząca wiosna, książka która ma już gotowych na jej przekaz odbiorców.

Rachel Carson – Silent Spring

Rachel Carson, autorce Milczącej wiosny, przypadła rola matki ekologii, a sama książka stała się przyczynkiem do rozkwitu wielu ruchów prośrodowiskowych. Przemysłowa eksploatacja przyrody postawiona tu została pod znakiem zapytania. Publikacja stała się oskarżeniem przemysłu chemicznego o propagowanie i wykorzystywanie szkodliwych syntetycznych pestycydów używanych do ochrony roślin. Opis cierpiących pod wpływem środków owadobójczych zwierząt przemawiał do wyobraźni. Przemawiał na tyle mocno, że przemysł chemiczny rozpocząć musiał ostrą kampanię przeciwko tej “komunistce” i “histerycznej idiotce”. Do dziś pojawiają się oskarżenia Carson o odpowiedzialność za śmierć wielu milionów ludzi dzięki wprowadzeniu z jej inicjatywy w Stanach Zjednoczonych zakazu używania DDT, środka pomocnego w walce z tyfusem i malarią. Język Carson w istocie był sugestywny i alarmistyczny, przyznać trzeba jednak, iż żądanie zaprzestania korzystania z DDT nie wyszło spod jej pióra, a sam zakaz stosowania nie dotyczył całego świata. Abstrahując od zasadności oskarżeń i dowodów na szkodliwość DDT, Milcząca wiosna wstrząsnęła czytelnikami stając się biblią wielu radykalnych ruchów prośrodowiskowych. Kwestie degradacji środowiska stały się obecne w debacie publicznej, zwłaszcza, iż były podsycane towarzyszącymi książce katastrofami ekologicznymi: zatruciem ściekami Wielkich Jezior, wyciekiem ropy z tankowca Torrey Canyon, osunięciem hałdy szlamu węglowego w Walii czy pożarem zanieczyszczeń na rzece Cuyahoga w Cleveland.

Paul Ehrlich – The Population Bomb

Na przełomie lat 60. i 70. aktywność swą zaznaczyli radykalni głosiciele ekologicznej zagłady. Powstawały licznie publikacje wieszczące rychły koniec cywilizacji. Jedną z nich była The Population Bomb (1968) Paula Ehrlicha. Tam właśnie znalazła się nakreślona przez autora wizja głodu i demograficznej katastrofy. Książka zyskała ogromną popularność, jej autor przemawiał do 10-tysięcznych tłumów, jednak jego prognozy, jak wiemy, okazały się chybione. Ehrlich nie przewidział innowacji, które wpływając na efektywność i charakter upraw zmienią obraz przemysłowego rolnictwa. Ziarno trwogi przed zbliżającą się zagładą zostało jednak zasiane. W kolejnych wydaniach swojej książki Ehrlich modyfikuje przekaz i przesuwa datę nieuchronnie nadciągającej apokalipsy…

Edward Abbey – Desert Solitaire

Szemrzące strumyki, ćwierkające ptaki, bzyczące owady – ten sentymentalny obraz przyrody zanegowany został w książce Desert Solitaire Edwarda Abbeya. Przedstawiona Natura nie jest tu przyjazna, a człowiek przebywając na jej łonie nie jest zanurzony w błogim świecie. Przyroda jest niebezpieczna i wroga, ale przede wszystkim obojętna. Nie było to jednak oskarżenie, ale próba nadania właściwego charakteru relacjom człowieka i przyrody. Abbey zdawał sobie sprawę z konieczności obcowania człowieka ze środowiskiem naturalnym, jednak parki narodowe, które tę funkcję pełniły, w swojej ówczesnej formie były już tylko instrumentami w rękach przemysłu turystycznego. Desert Solitaire było zaś próbą ratowania właściwej naturze świętej dzikości, nadania odpowiedniej rangi obcowaniu z tą dzikością jednostce (humanizacji doświadczenia natury). Książka nie stała się manifestem ekologów, nie była argumentem w debacie politycznej. Przemówiła jednak do wszystkich zawiedzionych społecznie “zielonych” reformatorów, ukazała twardą drogę indywidualistycznych relacji między naturą a cywilizacją, egzystencjalnego ducha w kontakcie z surową przyrodą. Natura nie stanowi tu ucieczki ani wytchnienia, jest zaś miejscem konfrontacji z jądrem własnej egzystencji, niezbędnym elementem ludzkiej duszy. Abbey zwrócił uwagę na istotę wolności i cywilizacji, przymusu życia życiem, którym żyć nie chcemy, konieczności zespolenia elementów natury i kultury.

Ernst Friedrich Schumacher – Małe jest piękne. Spojrzenie na gospodarkę świata z założeniem, że człowiek coś znaczy

Pod koniec lat pięćdziesiątych głosy kwestionujące słuszność naczelnej zasady społecznego dobrobytu oraz ilościowego podejścia do wzrostu gospodarczego w kontekście marnotrawstwa nieodnawialnych zasobów naturalnych nie trafiały na podatny grunt. Jednak w 1973, gdy ukazała się pozycja Małe jest piękne. Spojrzenie na gospodarkę świata z założeniem, że człowiek coś znaczy Ernsta Friedricha Schumachera, nastroje społeczne były już zgoła odmienne. Przekaz Schumachera był jasny. Już w pierwszym zdaniu otwarcie przestrzegał, iż na dłuższą metę nie do utrzymania jest “przemysłowy sposób życia” wraz z jego “etosem ekspansji”. Istniejące stosunki ekonomiczne odpowiadały za wiele negatywnych zjawisk, w tym za degradację ekologiczną w różnych regionach świata. Przewartościowanie norm społecznych i zasad było jego zdaniem absolutnie konieczne. Skala gospodarki i technologii miała być bardziej “ludzka”. Liczyć miał się sens działalności człowieka, a nie tylko PKB. Przesłanie miało iście humanistyczny i duchowy charakter. Książka stała się hitem i natchnieniem dla krytyków ówczesnego porządku, a jej autor gwiazdą. Okazało się, iż ludziom potrzebna jest wiara w lepszy świat. Tu, na Ziemi.

Garry Snyder – Turtle Island

Swój poetycki wyraz ów lepszy świat znalazł w Turtle Island Garry’ego Snydera. Książka jest apoteozą życia w zgodzie z wszelkimi elementami środowiska. Liryczny opis pieszych wędrówek, leśnych ostępów, indiańskiej mitologii i buddyjskich doświadczeń autora stał się tłem do ukazania świata przyrody w korelacji z ludzkim działaniem. Pozbawiony taniej dydaktyki przekaz docierał zarówno do miłośników poezji, jak i ekologicznych aktywistów. Snyder przebijał pancerz stechnicyzowanego życia, wiodąc człowieka w stronę gór, lasów i potoków. Człowiek był tu częścią dzikiej natury, a jego próby oderwania były niekorzystne zarówno dla biosystemów, jak i dla niego samego. W kontakcie z przyrodą zamiast transcendencji ludzka dusza miała odnaleźć swoje źródło i korzenie.

Zachodnia kultura lat 60. i 70. chciała rozkwitać wraz z Naturą. Społeczeństwo świata zachodniego zaczynało zdawać sobie sprawę z konieczności ochrony dzikich ostępów przyrody, zagrożonych gatunków zwierząt, czy walki z zanieczyszczeniami. Relacje z naturą ulegały przewartościowaniu, a negatywne konsekwencje braku owego przewartościowania były jawnie manifestowane słowem, niekiedy stając się także jego widomym znakiem.