Fast fashion – drażliwa kwestia zwykłego ubrania

0
289

Fast fashion jest pojęciem skrywającym określone praktyki producenckie i sprzedażowe stosowane przez niektóre marki odzieżowe (Zara, H&M). Odzież produkowana w ramach fast fashion jest niezwykle atrakcyjna dla średniozamożnych konsumentów – są to bowiem ubrania “inspirowane” projektami topowych kreatorów mody, sprzedawane jednak po znacznie niższych cenach (ciągłe promocje i przeceny). “Szybka moda” to w istocie szybko zmieniające się kolekcje ubrań (nawet kilkanaście sezonów rocznie) produkowane z niskiej jakości tkanin w fabrykach lokalizowanych w krajach rozwijających się. Stąd bierze się ich konkurencyjność – podstawy biznesu stanowią tutaj tania siła robocza oraz syntetyczne materiały, łatwe i niezbyt kosztowne w produkcji, nie wymagające, jak w przypadku bawełny, odpowiednich okresów wegetacji. Żeby nie było wątpliwości, tkaniny takie produkowane są również w krajach gdzie siła robocza jest tania, a stosowne przepisy środowiskowe bardzo liberalne, co jest istotne w kontekście ich wpływu na otoczenie. 

Produkcja tkanin syntetycznych nie jest środowiskowo obojętna. 

Otrzymywane są z ropy naftowej, w procesie wytwórczym zużywane jest sporo wody i bardzo dużo energii (emisja dwutlenku węgla), zaś związana z cięciem kosztów pokusa omijania systemów wychwytujących chemikalia wykorzystywane przy produkcji (procedery takie potwierdzają prowadzone badania i raporty), skutkować może rozprzestrzenianiem się wielu toksyn, szkodliwych pierwiastków i substancji (stąd atrakcyjna jest dla producentów lokalizacja fabryk w krajach gdzie stosowne przepisy środowiskowe nie są zbytnio restrykcyjne). W procesie użytkowania tkanin syntetyczne włókna są uwalniane dostając się do gleby, wód, atmosfery, przenikają dosłownie wszędzie, będąc powszechną formą zanieczyszczenia środowiska. 

Tyle proces produkcyjny. O transporcie i emisjach gazów cieplarnianych z nim związanych jedynie wspomnimy. Wreszcie masowo produkowane serie ubrań trafiają do sklepów (niemal codziennie), są równie masowo kupowane, i równie masowo… wyrzucane. I tu pojawia się największy problem. 

Nadmierna konsumpcja oraz marnotrawstwo zasobów. 

Styl zaproponowany w ramach fast fashion intensyfikuje pragnienie posiadania, a to z kolei skłania marki odzieżowe do kompletnego nieliczenia się z surowcami i zasobami planety. Podobnie jak zasoby, także nasze szafy mają swoje ograniczenia. Rzeczy przybywa, więc aby zrobić im miejsce, część z nich bardzo szybko wędruje do śmietnika. Zwłaszcza, iż są to ubranie słabej jakości, które szybko się zużywają i niszczą. Statystyki ujawniają, iż w USA konsumenci pozbywają się około 60% ubrań w ciągu roku od ich zakupu (tylko około 14% tekstyliów i butów poddawanych jest utylizacji). “Drugi obieg”, akcje charytatywnej zbiórki, czy recykling oczywiście istnieją, ale nie mają istotnego wymiaru (15%). Większość ubrań w Stanach Zjednoczonych (85%) kończy na śmietniku albo w spalarni, podobnie jest w Chinach i Japonii, nieco lepiej w Niemczech (połowa wyrzuconych ubrań jest ponownie wykorzystywana, a ¼ poddawana recyklingowi)1. Problem jednak istnieje i nie mogą zaradzić tutaj żadne akcje marketingowe firm odzieżowych skłaniające do zbiórki niepotrzebnych ubrań w ramach “sprzątania świata” (oczywiście w zamian za talony na zakup kolejnych produktów). Konsumenci nakłaniani są tutaj do ponownych zakupów, nakręcając spiralę biznesu, zaś zebrana odzież wykorzystywana jest ponownie jedynie w niewielkim stopniu (recyklingowane włókna stanowią tylko niewielki procent ubrań nowych).

Technologie recyklingowe nie są zresztą doskonałe i obojętne dla środowiska. 

W przypadku recyklingu mechanicznego włókna z tkanin mieszanych, trudno jest rozdzielić, są one gorszej jakości i na ogół nie są wykorzystywane ponownie przy produkcji odzieży. Recykling chemiczny jest bardziej efektywny, niemniej jednak pochłania dużo energii i wody, jest kosztowny i niesie ze sobą ryzyko chemicznego skażenia, zwłaszcza gdy proces przerobu odbywa się w zakładach zlokalizowanych na terenach krajów, które nie przykładają wagi do ochrony środowiska. 

Między innymi z tych właśnie powodów metody stosowane w ramach Gospodarki Obiegu Zamkniętego (GOZ) nie sprawdzają się w przypadku tekstyliów. Pomimo ogromnych nakładów, jak wykazują badania, wykorzystanie ubrań w pętli zamkniętej nie daje takich oszczędności energii jak zastosowanie źródeł odnawialnych czy metod zwiększających efektywność. Koniec końców korzyści dla środowiska są niewielkie – jak podaje Schlossberg (powołując się na badania Quantis) wykorzystanie 40% włókien recyklingowanych daje korzyść klimatyczną na poziomie jedynie sześciu procent, w przypadku zużycia wody jest to zaledwie 4,4%, a wpływ na ludzkie zdrowie zawiera się w granicach 3%2.

Zaznaczmy, iż części ubrania wykonane z włókien naturalnych zalegające na wysypiskach śmieci ulegną w końcu rozkładowi, jednak uwolniony wówczas metan i dwutlenek węgla, nie pozostaną bez wpływu na działanie efektu cieplarnianego. Ubrania z materiałów syntetycznych nie rozłożą się niestety tak łatwo, zwiększając pulę środowiskowego plastiku.

A co z ubraniami, które znajdują swoich nowych właścicieli? Korzystanie z odzieży używanej wydaje się być dobrym pomysłem.

Z ubraniami wykorzystywanymi powtórnie kojarzone są jednak pewne problemy o charakterze społeczno – gospodarczym. 

Tatiana Schlossberg powołując się na opinię Andrew Brooksa, wykładowcy londyńskiego King’s College, zwraca uwagę na problem odzieży używanej eksportowanej do krajów rozwijających się. Tam bowiem może prowadzić do zastoju w rozwoju lokalnego przemysłu tekstylnego, a także zacieśniania niezdrowych relacji zależności pomiędzy krajami bogatymi i ubogimi. 

Kwestie ekonomiczne i społeczne podejmowane są także w przypadku lokacji zakładów produkcyjnych w krajach rozwijających się oraz tamtejszych metod prowadzenia działalności przez światowe korporacje.

Wyzysk miejscowych pracowników, złe warunki pracy, niekiedy nawet wykorzystywanie dzieci są często ogniskiem krytyki poczynań producentów organizujących swoją działalność w ubogich krajach Azji czy Afryki. Oczywiście tego typu praktyki są naganne i należy je piętnować, opinia publiczna nie powinna pozostawać obojętna na warunki pracy oferowane przez globalne koncerny w krajach rozwijających się. Presja społeczna ma znaczenie i może odnieść skutek. Niektórzy radykalni działacze społeczni wskazują, iż kupowanie ubrań produkowanych w ten sposób czyni konsumentów współwinnymi tego rodzaju nieetycznych zachowań. 

Są jednak tacy, którzy twierdzą, iż sama istota organizacji produkcji w krajach o niskim dochodzie na głowę mieszkańca jest dla społeczeństw tych krajów korzystna. 

Kwestię tę podejmuje Michael Shellenberger, który korelując ograniczenie wzrostu populacji ludności w krajach najuboższych z rozwojem przemysłu tychże krajów wskazuje na możliwość stworzenia teoretycznych podstaw dla rozwoju nowoczesnego społeczeństwa industrialnego. Perspektywa pracy w fabryce (stałe zarobki) stwarza warunki dla migracji ludności ze wsi do miast, co wraz z edukacją stanowi, według prowadzonych badań, doskonały sposób na zmniejszenie liczby urodzeń i ograniczenie groźby wystąpienia problemów wynikających z przeludnienia. Schellenberger przywołuje opinie klimatologa z MIT Kerry’ego Emanuela, który wyraźnie mówi o konieczności czasowej akceptacji podwyższonej emisji gazów cieplarnianych w krajach rozwijających się w ramach późniejszego jej ograniczenia. Jego wywód streścić można następująco: wzrost zużycia węgla prowadzi do rozwoju gospodarczego i większego bogactwa kraju, zaś zamożniejsi ludzie to mniejsza dzietność, ograniczenie wzrostu populacji, mniejsza liczba ludności i w efekcie spadek emisji spowodowanych wykorzystaniem przez nich węgla opałowego. Zdaniem Schellenberga, państwa zachodnie powinny sprzyjać rozwojowi przemysłu w krajach najbiedniejszych zamiast tę biedę konserwować3. Działania tego rodzaju podejmują jego zdaniem koncerny odzieżowe, które, co prawda w imię swych partykularnych interesów, podnoszą jednak poziom rozwoju gospodarczego krajów, w których lokują produkcję, dają zatrudnienie i zarobki pozwalające na stopniową transformację społeczeństwa. Schellenberg odczuwa dumę z noszenia ubrań wyprodukowanych przez pracowników tych zakładów, a ograniczanie produkcji ubrań w ramach fast fashion w wyniku ewentualnej redukcji popytu w krajach rozwiniętych uznaje za szkodliwe, zarówno dla państw rozwijających się, jak i dla całego świata, patrząc w długofalowej perspektywie. 

Być zatem świadomym elementem systemu fast fashion, czy świadomie przeciwko niemu protestować? Zjawisko szybkiej mody pokazuje jak bardzo wielowymiarowe są współczesne problemy gospodarcze i środowiskowe, i jak trudno jest zaproponować idealne rozwiązania nękających świat bolączek. 

1 Nathalie Remy, Eveline Speelman, Steven Swartz, Style That’s Sustainable: A New Fast-Fashion Formula, McKinsey & Co, 2016. Za: Tatiana Schlossberg, Ukryta konsumpcja. Wpływ na środowisko, z którego nawet nie zdajesz sobie sprawy, Marginesy, 2021, s. 196,197.

2 Tatiana Schlossberg, Ukryta konsumpcja. Wpływ na środowisko, z którego nawet nie zdajesz sobie sprawy, Marginesy, 2021, s. 201.

3 Michael Shellenberger, Apokalipsy nie będzie! Dlaczego klimatyczny alarmizm szkodzi nam wszystkim, CiS, Stare Groszki, 2021, s.115.